sobota, 17 czerwca 2017

Skrzynie na pomidory


Witajcie,

dzisiaj znowu roboczo i znowu o ogrodzie.

 Zbudowaliśmy skrzynie na pomidory. Początkowo w planach były dwie o identycznym wyglądzie jak ubiegłoroczne tu doczytacie więcej, ale tłumacząc przyjaciółce jak ma zrobić swoje skrzynie na pomidory doznałam olśnienia 😇. Skrzynie na jarzyny o wysokości 50 cm to rozumiem, siądzie sobie człowiek na brzegu, coś tam sobie podłubie, za bardzo schylać się nie trzeba, ale przy pomidorach dostęp do najniższej partii, w okolicach korzeni jest właściwie zbędny, bo owoce są wyżej. I tak z dwóch 50 cm wysokości skrzyń, nagle zrobiły się skrzynie 4. 😂
No ale, dwie czy cztery, pomalować było trzeba.

Świerkowe drewno pomalowane na czereśniowy kolor, nie wiem jak mi się to udało, ale o malowaniu słupków zapomniałam.  

Skrzynie wypełniliśmy kompostem, do czterech skrzyń weszło nam prawie 2 tony kompostu, trochę miejsca musiałam zostawić na słomę, bo gdyby nie ona to pewno weszło by tam jeszcze z 400 kg. Po kompoście nie chodzimy, ale po roku zauważyliśmy że w starych skrzyniach osiadł i będziemy musieli do nich dosypać. 
Pomidory, no nie czarujmy się, zdecydowanie zbyt wcześnie posiane, powyrastały do nieprzyzwoitych rozmiarów( więcej znajdziecie tu) i aklimatyzacja była chwiejnie bolesna. Zimni ogrodnicy w tym roku mój rejon zapomnieli wpisać do terminarza, przez co nie tylko noce ale i dni były ciepłe, żeby nie powiedzieć upalne. Norweska prognoza pogody twierdziła, że od połowy maja zaczyna się lato, tak zabrałyśmy się z Zimną Zośką do sadzenia pomidorów.  


Byłyśmy dzielne, poszło nam to niespodziewanie szybko i jedynie przy wbijaniu prętów/podpór posiłkowałyśmy się męskim ramieniem.


Użyliśmy położonych na płasko krawężników, aby drewno nie stykało się z mokrą ziemią, wewnątrz deski są obite i zabezpieczone grubą folią.

Za skrzyniami ulokowała się 300 litrowa beczka na wodę z uroczym kranikiem do którego wpinam węża i podlewam.

Po jakimś tygodniu, gdy ziemia się już dobrze nagrzała, pomidory dostały słomianą wyściółkę, żebym się za bardzo nie namęczyła i nie musiała ich tak często podlewać. Owa wyściółka była super do momentu, kiedy trwające chyba tydzień ulewne deszcze nie przemoczyły ziemi tak, że zrobiło się z niej błoto. Pomidory się zdziwiły, bo w nogach woda, na liście zaczął palić ponad 40 stopniowy żar i oklapły. Jeszcze na dodatek słoma tak pięknie tą wodę tam zatrzymuje ehhh. Ściąganie słomy zabrało mi jakieś 20 minut i teraz się suszą i teoretycznie dochodzą do siebie. Ale to tylko teoria, bo pogoda świruje. W dzień jest 40 kilka stopni w słońcu a w nocy 12, max 15 . Jak to podsumuję, to gdyby nie odżywka która mam na włosach to stanęłyby dęba z przerażenia.

Korzenie zalane wodą, która nomen omen na pewno wypłukała wszystkie składniki odżywcze, liście i owoce w palącym słońcu przez jakieś min 12 h a do tego zimne noce....

Ale, żeby nie było, że chcę coś wykrakać, ani nie kraczę ani NIC nie przywołuję. Niech rosną zdrowo i pięknie owocują. A tego ostatniego strasznie ciekawa jestem. Pierwsze owoce są już na krzakach, nie na wszystkich, ale są 😁 a oto kilka z nich.

Pomidor "Tigirella" już zaczynają się pojawiać prążki.

Pomidor "Malinowy Retro"

Pomidor nazwany przeze mnie "Śliwkowy"

Pomidor "Malinowy Warszawski"

Pomidor "Black Russian", pierwszy owoc okazał się dziwolągiem, ale następne są już cacy 💖



cdn.

piątek, 9 czerwca 2017

Wiosna w Skrzynkowie

Witajcie

Czerwiec już wprawdzie, więc bardziej latem niż wiosną pachnie.
Ci którzy zaglądają na mój instagram, szpinak gigant już widzieli, ale dla pozostałych wstawiam dzisiaj.
Odpowiem zanim zapytacie.
Szpinak Olbrzym Zimowy, posiany w jesieni, przetrwał mroźną zimę a gdy zrobiło sie deko cieplej wyrósł jak na drożdżach.


Tempo wzrostu widoczne w porównaniu z rukolą wysianą obok.

Niczym nie podsypywałam, ot tak sam od siebie zrobił się duży.



 I ta sama rukola dwa dni później ale szpinak zdecydowanie większy.

Przyznaję że podczas zbioru miałam wątpliwości, ale dr Google je rozwiał 😀



Skrzynie wczesną wiosną, w ostatniej przykryty przed przymrozkami, jak się okazało niepotrzebnie, szpinak gigant.

Kolejnym po szpinaku warzywem, któremu chłody nie przeszkadzały była roszponka, chociaż ciepłe dni sprawiły że mamy jej zatrzęsienie 😱


Roszponka, roszpunka, kozlicek polnicek czy jak kto woli Valeriana locusta rośnie jak szalona.
 Wysiałam pół paczki mixu pietruszkowego, znaczy się miały tam być pietruszki różnej maści, znaczy się natki a co jest widać...
Pietruszka uprawiana głownie na świeżą natkę.
 Sałata rosnąca w buraczkach nie ma mocno czerwonych liści, ale za to, ta rosnąca w pełnym słońcu już ma.





Chociaż fioletowa fasolka szparagowa zawiodła mnie rok temu, że nie "trzymała" koloru, to w tym roku jako pierwsza wyskoczyła z ziemi i solidnie wyprzedziła inne koleżanki.


U "Purple Queen" pojawiły się już pierwsze kwiaty, a "Luna" dopiero wyłazi z ziemi...

 Poniżej na zdjęciu pierwsza kwitnąca dynia, taka byłam zaaferowana tym faktem, że nawet nie spojrzałam, która to dynia kwitnie, teraz to już ciężko, bo kwitną poza patisonami i cukiniami mini, wszystkie. No wiem, wiem nie powinno się sadzić ich razem, ale hektarów nie posiadam a odwagi na to, żeby posadzić cukinie w kwiatkach i rabatkach mi zabrakło. Może w next roku, się zobaczy.
Pierwszy kwiat dyni.

 Buraczki na botwinkę sobie pięknie rosną, mangold (czasem nazywany burakiem szpinakowym) również, tylko kto to będzie i kiedy, się pytam jadł?




W kwestii sałat, w tym roku wymyśliliśmy sobie, żeby nie ucinać całych główek do zjedzenia, tylko obrywamy dolne liście i jak na razie super, mamy 12 sałat i 6 krzaczków rukoli i nie możemy ich z sąsiadami przejeść.
Taka byłam mała, słodka i urocza...

..a teraz taki krzaczor ze mnie.
 I z ogrodu to na dzisiaj tyle, trzymajcie się cieplutko.



sobota, 13 maja 2017

Alert 10! Kleszcze!

Witajcie!


Dawno mnie tu nie było. Trochę pochłonęły mnie studia magisterskie a trochę życie prywatne. :) Sami na pewno wiecie jak ciężko powrócić do aktywności po dłuższej przerwie. Dziś podzielę się z Wami kilkoma sposobami na walkę z kleszczami! Jako, że boje się wszelkiego robactwa, to temat ten jest zdecydowanie dla mnie! Na szczęście kleszcze mnie jeszcze nie zaatakowały, ale jestem w grupie ryzyka, bo od miesiąca biegam po terenach leśnych a mama? Mama siedzi w swoim ogródku i jest idealnym kandydatem!


A jest się czego bać. Niestety tak! Nie jest prawdą, że kleszcze pojawiają się na wiosnę. Ich aktywność zaczyna się już przy temperaturze 4-5°C. Żyją głównie w wysokiej trawie i na krzewach. Spotkamy je nie tylko w lesie, ale i na łąkach, w wodzie, w parkach i ogródkach. Czyli właściwie wszędzie. Nawet w mieszkaniu na sofie, gdzie się dostaną za pomocą naszych czworonożnych milusińskich. Dla osób niezaznajomionych z tematem, kleszcze to nie tylko te "pestki" które zwykle widzicie na zdjęciach. To również maleńkie nimfy wielkości ziarenka maku. Kleszcze przenoszące groźne dla życia choroby występują wszędzie, poza teoretycznie wysokimi górami, oraz miejscami suchymi i mocno nasłonecznionymi. Zarówno w jednym, jak i drugim przypadku mam jednak wątpliwości. Z drzew kleszcze nie skaczą, ale z krzewów, gdzie się dostały bądź to z sarny, bądź wlazły tam i oczekują na potencjalnego żywiciela to już prawda. Obszerny artykuł dot. kleszczy znajdziecie tu. Przyznam, że sama go przeczytałam z ciekawością i chociaż przy cyklu rozwojowym się lekko zawiesiłam, to po trzykrotnym przeczytaniu już kumam. 😉

tak wygląda najedzony kleszcz 



  • Aplikacja repelentów
    Repelenty w 100% nie chronią, ale zawsze jest to więcej niż nic. Po każdej wycieczce dokładnie przeglądnijcie zarówno siebie jak i swoich najbliższych. Co do czasu zakażenia, ilu naukowców tyle opinii. A ja, jak już, to się trzymam wersji czasowo najkrótszej.

  • Używanie zapachów
    Kleszcze są podobno dość wybredne i nie lubią niektórych zapachów. W związku z czym można przed wycieczką na łono przyrody zamienić ulubione Dior'y na jakże piękne zapachy: olejku goździkowego, tymiankowego, szałwiowego czy też olejku z mięty pieprzowej. W internecie proponują by trochę je rozcieńczyć (5 kropel olejku+50 ml oleju roślinnego), żeby jakoś swobodnie dojść jednak do tego lasu.



  • Wypicie piwa
To dosyć kontrowersyjna metoda. Nie doszukałam się badań amerykańskich specjalistów, którzy ją potwierdzili, ale jedno jest pewne- piwo zawiera witaminę B, która zmienia skład naszego potu. Ponoć to odstrasza kleszcze, ale jest też szansa, że do lasu pójdziemy sami. 😛

  • Czosnek

    A więc nie tylko działa na wampiry!!!! Im więcej czytam o tych sposobach tym większe moje wrażenie nierównej walki... To co odstrasza kleszcze, odstraszy też ludzi... Niemniej jednak gdyby ktoś był zainteresowany to intensywna woń czosnku miesza się z ludzkim potem i w ten sposób odstrasza kleszcze.




  • Odpowiednie ubranie

    O wreszcie coś normalnego. Może nie działa w 100 %, ale to chyba lepsze od poprzednich propozycji. Idąc do lasu ubierajcie się w długie spodnie, długi rękaw i najlepiej włóżcie jakąś czapkę z daszkiem czy kapelusz. Fama głosi, że kleszcze mniej interesują się ubranymi na biało, niestety fachowcy tego nie potwierdzają. Białe tkaniny są używane do "zbierania" kleszczy, które na tym to jasnym tle są doskonale widoczne.
* a co oznacza Alert 10! - oznacza najwyższe niebezpieczeństwo ze strony kleszczy, gorące powietrze i bardzo wysoka wilgotność, tak więc uważajcie na siebie! 


pozdrawiam Kasia 💋




poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Pomidorowa joga


Witajcie

Dzisiaj wracam do ubiegłorocznego tematu pomidorów, pamiętacie jak się zaklinałam, że nie będę już sadziła w domu, i że nie będę  z nimi mieszkała i jeszcze kilka innych "nie". No to jak pisałam w poście "Idziemy w pomidory" w owe pomidory weszłam. Ehhh, "nie miała baba kłopotu, kupiła sobie prosię....". No.


Do posianych, w trzech terminach 12 odmian, dołączyło na początku kwietnia jeszcze 6!!! 

Ale te jak na razie marniutko. Wzeszły tylko 4 odmiany i to pojedyncze szt. 
A szkoda, bo planowałam mieć jedną "czarną" skrzynię. Czarną, bo z czarnymi odmianami. W chwili obecnej jedyne co mogę na ten temat powiedzieć, to to, że CZARNO tę czerń widzę 😕.

A prawda, że ładne?

💕💕💕

Cały wczorajszy dzień spędziłam na "pomidorowej inwentaryzacji". Nauczka na przyszłość, nie dać się sprowokować instagramowym "pomidoromaniaczkom", które sieją pomidory już na początku lutego. One mają szklarnie, tunele itd a ja mam zimną Zośkę i trzech ogrodników. 
Zakładałam, że skoro mieszkam trochę bardziej na południe od naszego polskiego południa, to tu cieplej będzie. Było to, jak się okazuje, błędne założenie.

Ale wracając do pomidorów. Mamy 24.04 do wysadzenia pomidorów do skrzyń mam prawie miesiąc, a one mają już z 60 cm!!! No wiem, wiem, mogę je na leżąco posadzić, wtedy, z łodygi pozbawionej liści wyrosną korzenie i wszystko będzie cacy. Jak się okazuje, niestety nie wszystko. No bo po co sadziłam tak wcześnie? No po to, żeby wczesne odmiany owocowały wcześnie. A jak zakopię półmetrowe łodygi, to pomidor o owocowaniu będzie myślał dopiero jak się ukorzeni. Czyli tak na prawdę to jakieś dwa miesiące pracy na darmo. Jeden to w lutym a drugi w maju i jeszcze w bonusie owocowanie miesiąc później. 
Czyli podsumowując: posiałam wcześniej a zbiorę później aaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!

Po takim rozpatrzeniu sprawy, wczoraj nastąpił pogrom. 
Pomidorowy las został ujarzmiony. 

Przed. Najmniejsze pomidory po prawej stronie to Black Russian.

Zdjęcie nieostre, ale las widać 😜

Malinowe, to te w środku, wyglądają dziwnie.😕

I jeszcze jedno okno i znowu marne malinowe.

U kilku nawet jakieś tam mikro-pąki kwiatowe zaobserwowałam, o to tu na tym zdjęciu.

Powoli tworzą się kwiatostany.

Wysokie, wyrośnięte, wyciągnięte pomidory zostały przesadzone do większych doniczek. A to z racji tego, że musiałam do nich wcisnąć półmetrowej długości łodygi. Tak, że zażyły one ekstremalnie trudne ćwiczenia z jogi. W efekcie z 60 cm krzaka zrobiły się krzaczki 15 cm.

Po pogromie, najwyższe są Black Russian, których nie przesadzałam.
Jak na razie wygląda to tak sobie, ale mają prawie miesiąc, aby nabrać sił.

Takie się z nich urocze maleństwa zrobiły 😂 a że zabrały mi wszystkie blachy do pieczenia i tacki, to już inna bajka.
Za tymczasowe podpory posłużyły obcięte gałązki, w ogrodzie zastąpią je spirale.
Gałązki/podpory pod pomidory też postanowiły rosnąć, co niestety lekko kłopotliwe było, więc przy okazji zmniejszania lasu i z nimi zrobiłam porządek.



Uczciwie powiem, że kilka pomidorów tego zabiegu nie przeżyło, głównie odmiana Adonis, że niby tacy twardziele. Ale do kosza poszły zaledwie dwie szt., bo wujek Google twierdzi, że jak włożę taka złamaną łodygę do ziemi, to będzie rosła. Do wysadzania do gruntu jeszcze miesiąc, więc spróbować mogę. Odmiany już sobie pogrupowałam, wg planowanych nasadzeń w skrzyniach i obecnie mam nadwyżkę jakieś 20 szt, które przy sprzyjających warunkach pogodowych podaruję sąsiadowi, oraz 6 złamanych eksperymentów, z którymi jeszcze nie wiem co zrobię jak się za siebie wezmą, ale w kompostowniku nie wylądują, spoko.

Za oknem jesienno - zimowa aura, pada deszcz, sypie śnieg, wieje urywający głowę wiatr a temp tylko 5/8 stopni, w nocy przymrozki aaaaa!!! 
Czuję się okradziona z wiosny.


O właśnie wyjrzało słoneczko, tak więc, korzystając z wolnego dnia w pracy idę się zatyrać w ogródku. Miłego dnia kochani i oby szybko do wiosny, cmoook.