środa, 9 kwietnia 2014

Przedogródek.

09.04.2014
 Od 11:00 jestem na chacie, uzbrojona w grabki, siekierę która super tnie, ale w zupełnie innych miejscach niż Ja chcę :( hmm a właściwie to jak się nazywa czynność jaką się wykonuje siekierą bo to cięcie to tak jakoś brzmi dziwnie, no bo przecież się nie siekierzy. A! Wiem, „RĄBIE!!!”, ale rąbać taką małą siekierą to też brzmi dziwnie :(,  łopatę sztychówkę, łopatę szuflę, elementy dla niewtajemniczonych wypisane w kolejności od lewej, co by googlować nie trzeba było. Sekator, na zdjęciu niewidoczny – biedak pod koniec dnia odmówił współpracy, podobnie jak ja, ale ja odpocznę, a on musi przejść generalkę.

 Takie sytuacje potwierdzają tezę, że jakość narzędzi to podstawa. Po 2 h cięcia gałęzi, ręka mi odpadła. A jak się w sadach całe dnie tnie gałęzie, to takich problemów nie mają, czyli co? Czyli jakość sprzętu się liczy. 

Pogoda niestety nie dopisała. Zimno, wiatr, deszcz brrr. Zagrabiłam, powycinałam, zorganizowałam stertę gałęzi. Popołudniu było wynoszenie. Przekopałam 1 m/2 (słownie JEDEN ! metr kwadratowy) przedogródka i padłam. 
Jak Pietrek przyjechał po pracy, to przekopał po raz drugi. Przesadziłam tam irysy, kosaćce jak kto woli i jedną małą jukę, przy okazji sprawdzając informację, czy juki mają długie korzenie… niestety mają:(. W garażu czekają róże, ale nie mogę się zdecydować gdzie je posadzić …… Przyjechał facet od prądu, będzie nam zakładał nowe skrzynki/przyłącza, był też facet od dachu, jutro mamy mieć kosztorys. Chcemy zacząć jak najwcześniej. Zważywszy na fakt, że blachę zamawia się na wymiar i przyjeżdża przycięta, dach musi być do tego przygotowany. Wybraliśmy blachę na rąbek stojący Pietruś ma z tej nazwy ubaw :( ZUPEŁNIE nie rozumiem dlaczego (czyta po czesku "rabek stojacy" i leje…:/ blacha
Dach chcemy maksymalnie skrócić z wszystkich stron, ale czy to się uda? To dopiero podczas prac się okaże :(, bo coś tam, coś tam. Z tego co zauważyłam, panowie dekarze mają lekko inny pomysł na wykończenia boczne dachu, ale może uda mi się przepchnąć swoją wizję.

Deszcz nas skutecznie pogania do robienia dachu. Dobrze, że zima była bezśnieżna, bo po roztopach mielibyśmy wodę na poddaszu. Wystarczy, że garaż lekko przemakał od rynny i zostały brzydkie zacieki. Czyli następny etap, to osuszenie fundamentów i cały system odprowadzania wody + studzienka na wodę deszczową. Ponieważ, jestem mało rozmowna, czytaj kumata ze zmęczenia, wracamy do domu. Wieczorem znowu wałkujemy temat schodów, już nie pamiętam ile projektów tych schodów zrobiłam i ile godzin spędziłam nad obliczeniami, ba i gdzie one już nie stały.  Ale, że schody mają być efektowne, to nie możemy ich ukryć, a miejsca tam, no nie czarujmy się jak na lekarstwo. No dla mnie SĄ efektem kompromisu. Wiem, że mogły by być bardziej odjechane, ale to niestety kwestia może nie tyle otwarta, co trudna. Młodsi już nie będziemy. Teraz to może i skaczę jak kozica, ale za X lat, to kto wie?
Podsumowując, schody muszą być wygodne. 29x17, lub 30x16 czyli tak jak by luksusowo. Jutro usiądę i będę znowu przeliczać, czy uda się je zrobić bez zabiegówki.

Ponieważ, akurat w innej części domu mam miejsce, to znalazłam miejsce na dodatkowe WC, to niestety dodatkowe koszty, ale Pietrek powiedział że super :).1,35 X 1,2 no to chyba wystarczy. Rozkminiamy kwestię doświetlenia holu luksferami. Konstruktor coś wspomniał o braku energooszczędności, ale to chata na lato miała być….no to może damy dwie warstwy? Albo najlepiej styropian między :).


 Ustaliliśmy wstępnie wielkość okien. W piątek – po projekcie schodów Pietrek ma je rozesłać do producentów na wycenę. W piątek mają nam też podstawić kontener 9 m/3 i popołudniu zaczynamy wyrzucać wszystko, meble, dywany, śmieci, chcemy zerwać sufit na poddaszu, żeby się dostać pod dach i móc ewentualnie wymienić krokwie. Mamy na to wszystko 2,5 dnia. Michał ma nam podobno pomóc, fajnie bo z moją kondycją to może być ciężko. Szkoda że pogoda zapowiada się okropna, trudno się mówi, ubierzemy się ciepło i do dzieła. We wtorek ma przyjechać koparka i będą wyrywane ogromne korzenie ściętych świerków i będzie kopany septik czyli szambo. Mam całą głowę pomysłów co bym jeszcze chciała żeby wykopali, ale Pietrek mówi że to next time, bo teraz to tylko na 2-3 h facet przyjedzie, a moje plany to jeden cały dzień pracy - jak zdąży. Och, tak być takim koparkowym mmm no to bym wyrywała.( W tym miejscu uprasza się o DOKŁADNE czytanie, NIE napisałam Z koparkowym!!!.)
 Przy obchodzie posesji okazało się, że kolejny sąsiad potraktował nasza działkę jak śmietnik i wyrzucił pocięty jałowiec wrrr. Musimy okolić całość działki taśmą i napisać „ działka prywatna” wrrr, dziady jedne wrrr!!!

 Na środku salonu/domu, właściwie środku wszystkiego planujemy kominek. 
Wkład kominkowy został wybrany, tam-taradam:  to ROMOTOP KV 6.6.2 ma moc od 4 do 12 kW( my potrzebujemy ok 8 kW ), palenisko ma wyłożone kombinacją szamotu z wermikulitu. Podobno stylowe ( taaa, szukam i szukam tego stylu ale mi umyka) przeszklone drzwiczki paleniska są otwierane na lewo. Kominek posiada centralny odpływ powietrza CDP(???- sprawdzę co to jest). W drugim płaszczu są przygotowane cztery otwory do instalacji przyłączeniowej ciepłego powietrza, my użyjemy tylko dwa i pociągniemy je tylko na poddasze. 
Decyzja już została podjęta, kominek zamówiony, obudowa wytypowana, poniżej link do strony z artykułem o wkładzie kominkowym oraz łopatologiczny rysunek jak to ma działać z tym ogrzewaniem grawitacyjnym :)  kominek co i jak .



Kominek zostanie "zadrutowany" i obłożony kamieniami. Użyjemy do tego prawdopodobnie skały bazaltowej. Posiadam już wzornik, tj. kamień szt. jeden, co i tak wiązało się z wycieczką na skład kamieniowy i wybieraniem, (przemilczę wzmiankę o ewidentnym, niestety, zakurzeniu czarnych adidasków) ale było fantastycznie. Tyle różnych kształtów, wielkości, kolorów. Kamienie rzeczne od otoczaków, takiej wielkości że jeden do mnie na taras w Krakowie i mam taras z głowy, po takie tyciunie perełki, mmm miodzio :). No to gwizdnęłam jeden, w szarym kolorze. Pietrek pomachał do kamery właścicielowi (znajomemu, żeby nie było) i daliśmy nogę;) Pomyślę jak Polak za granicą…”jak by tak po jednym”….
TYPOWE i mało śmieszne. Nawiasem mówiąc, tona mi potrzebna. No ale jak Polacy potrafili wynieść rozbitą muszlę klozetową w reklamówkach z hotelu….

Dziś podczas odkurzania mnie olśniło. Nie zaplanowałam miejsca na odkurzacz, miotłę i inne tego typu pierdoły, przecież do garażu po to latać nie będę. OooJ.

Pietrek przybył z odsieczą, mówi, że będziemy trzymać na poddaszu. Się pytam i co, za każdym razem będę znosiła. On na to, a jak będzie na dole to co, za każdym razem będziesz wynosiła na górę, żeby odkurzyć? Hmm, BARDZO trudna sprawa.

Na budowie pojawili się panowie z elektrowni zamontować licznik, ale skrzynka jest za mała, :( to zostawili licznik… i se poszli.