sobota, 12 kwietnia 2014

Sprzątanie, czyli prace wszelkie.

12.04.2014 sobota.
 Zbiórka o 8:15 i ciąg dalszy sprzątania. 
Paweł montuje skrzynkę  i zakłada nowy licznik no i jak na profesjonalistę przystało, ma oczywiście pomocnika.



Cennik prac:
 Majster, za montaż skrzynki i licznika + podpięcie prądu = wyszperane w garażu po poprzednich właścicielach jakieś elektryczne duperele, stare drzewo i drewno, resztki mebli, boazeria do spalenia, piwa nie chciał. 
 Pomocnik, – DVD SAMSUNG + 3 piloty( 1 pasował), + lampka nocna w kształcie zajączka+ wiklinowy taboret - obie rzeczy szkaradne bardzo, piwa nie chciał, czapki i kurtki też nie chciał ściągnąć a było z 26 stopni, rozmawiać też nie chciał, teoretycznie mało wymagający a praktycznie….

Podsumowanie: nie brać pomocników!

 Do 16:30 odliczając czas na obiad w pensjonacie „Pod Skałą” - ja jadłam smażeny syr ha! A Pietruś gulasz, podobno nie był ha :( posprzątaliśmy prawie wszystko, prawie, bo brakło miejsca w kontenerze. Przy czym, gro drewna leży przygotowane do wywiezienia. Złom natomiast, zostanie odwieziony do skupu a trochę tego jest. Pietrek mówi że z 400 PLN będzie jak nic. Zdjęcia wklejam na zasadzie przed, w trakcie, i po. No to PO jest w zasadzie Przed wszystkim co się tam będzie działo. Ale obecne „Po” jest bliskie do stanu „0”


Szarość za oknem to ściana z deszczu. Boazeria jeszcze na ścianach.
Już jej nie ma.

Po prawej złom, w tle widoczny brak krzewów oraz wietrzące się szuflady U 450
 W przerwach trochę rysowaliśmy (na zdjęciu dwie wersje schodów, wersja różowa i wersja żółta, jak na razie różowa prowadzi) i patrzyliśmy przez okno, działka się kończy mniej więcej na wysokości  niebieskich kontenerów na śmieci.  Jakieś 60 metrów od domu, a szeroka jest „od drogi do drogi”.






Odkryliśmy też, że dom był zamieszkały. Oto dowód. Cieszy nas, że mieszkała tam jakaś designerka - nie każdy ma odwagę na fioletowe meble.



Chata prezentuje się już przyzwoicie, daleko jej do stanu "0" ale, jesteśmy tak na 1/4 drogi, chyba.




A teraz, BYŁA kuchnia.