piątek, 2 maja 2014

Chirurgia precyzyjna


Za nami 01.05 czyli dzień miłości :), zwyczajem jest zaciągnąć kobitę pod kwitnącą czereśnię i całować, całować, całować i życzyć sobie wzajemnie aby miłość trwała i żeby nie uschła :/ . W przypadku braku czereśni jej miejsce może zająć kwitnąca jabłoń :) Sympatyczne prawda :) MTA nareszcie dotarł, oglądnął, wymierzył, pokiwał głową i powiedział, że roboty będzie na.... 2! dni hmmm. W grę wchodzi zmiana wymiarów otworów okiennych, niestety powiększanie, niestety dla murarzy, bo trzeba wyciągać stare nadproża i wstawiać nowe, dłuższe. Wykonanie dwóch otworów na drzwi tarasowe. Murowanie łazienki. Wykonanie podpory do kominka oraz przesuwanie ściany nośnej, tak, że dwa dni....  
 W środę odwiedziliśmy salon z armaturą łazienkową i poprosiliśmy o zrobienie wyceny wskazanych przez nas modeli. Zanim wróciliśmy do domu wycena była już w skrzynce noo... Wygląda na to, że na dzień dzisiejszy tylko umywalki będziemy kupować w Krakowie.
 Pod koniec tygodnia pogoda dopisuje, na chacie przeprowadzaliśmy ogrodowe porządki. Umówiliśmy w środę Pana Koparkowego na godzinę 7 rano. Dotarliśmy na miejsce o 6:59 a tu cisza.... Myśleliśmy, że go gdzieś po drodze spotkamy. Wychodzimy na górę a tu SURPRISE! Pan Koparkowy kończy jeść śniadanie :) Dwie godziny i paczkę papierosów później potężny korzeń  został odwieziony.


Widoczny na zdjęciu kabel nie był TYM kablem, ten właściwy nie został nawet draśnięty, Pan Koparkowy wykazał się chirurgiczną wręcz precyzją, zważywszy na fakt, że kabel był o 60 cm od korzenia. W trakcie prac pojawił się pan z elektrowni z pytaniem jak nam idzie i czy ma nam już włączyć prąd? Na to było jeszcze zbyt wcześnie. Powiedział, że przyjedzie w piątek. Aaaaa w jakim ja kraju mieszkam? Moja należąca, podobnie jak Pietrek do grupy papug koleżanka E. mówi: " No i da się?"






Z godziny na godzinę, ilość inżynierów na działce rosła wprost proporcjonalnie, za chwilę nie będzie miał tu kto pracować!!! Pan Koparkowy wykopał jeszcze dziurę na studzienkę na wodę deszczową, z chirurgiczną precyzją umieścił tam kręgi, zasypał i obiecał przyjechać w następnym tygodniu wykopać drugi korzeń. Ma też wyrównać teren pod miejsce do parkowania i podjazd do garażu, będziemy tam jakieś płyty dawać.






Ja, poza archiwizowaniem prac, zajmowałam się wycinaniem wszystkiego, co stanęło mi na drodze. Z dwóch jałowców pozostał jeden a tego wymęczyłam i zrobiłam z niego coś zbliżonego do niwaki.
Niwaki to japońskie słowo oznaczające „ogrodowe drzewo”. W odróżnieniu od bonsai roślina jest posadzona w gruncie i formowana w odmienny sposób, ale w jaki, to za żabę nie wiem. Nawet kilka filmów o tym oglądnęłam, ale dalej jest mi żal wycinać gałązki, tak żeby rękę było przez nie widać, czyli, żeby przeświecała. Podobnie jak w sztuce bonsai wyróżnia się tutaj style, w jakich formuje się rośliny.W ogrodach japońskich rzadko zdarza się, że roślina nie jest w większym lub mniejszym stopniu formowana. Projekt naszego ogrodu jest jak na razie w powijakach i mam nadzieję, że architekt nie zasłabnie na widok mojej kompozycji. I udanie połączy ją z innymi kamiennymi i drewnianymi elementami architektury ogrodowej. Oraz, oczywiście stworzy ciekawy, nie odbiegający od okolicznego krajobrazu nastrój ogrodu. Jeszcze tylko muszę zamalować albo zrobić coś innego strasznego z tymi ranami po cięciu gałęzi.




 Następna w kolejności jest irga, ma chyba z 10 m/2 powierzchni, ale sekator znowu padł, więc została TYMCZASOWO oszczędzona.
Co poza tym? Podczas wycinania jałowca wypełzł spod niego wężu(!!!!), ale nie chciał poczekać aż mu strzelę fotę. I foty nie ma. To był mój pierwszy w życiu, na żywo żyjący wężu, więc nawet nie bardzo pamiętam jak wyglądał, tak, że nie poszukam w Google. Na kamieniach opalała się ( zupełnie, ale to zupełnie nie dbając o negatywne tego skutki) jaszczurka. W związku z brakiem załączonego zdjęcia wychodzi na to, że też nie lubi być fotografowana, ehhh. Później już nosiłam ze sobą aparat cały czas, przeszkadzał strasznie, wyglądałam głupawo i żadnych efektów nie było. 


 Paproci jeszcze nie opisałam, ale i na to kiedyś znajdę czas.



 Podczas wędrówki po ogrodzie okazało się, że orliki mam w trzech kolorach :) białym, fioletowym i purpurowym, trzeba się będzie tym zająć.


Czekam, aż piwonie zakwitną, wtedy pocieszą trochę oko i zostaną przesadzone. Czas przesadzeń w moim ogrodzie wcale, ale to wcale nie trzyma się ogrodowych harmonogramów, ale ja uważam, że najważniejsze, że rosną. Bo wtedy, kiedy można było przesadzać to ja nawet nie wiedziałam, że one tam są! A teraz to nie chodzi o to, żeby rosły jak chcą, ale żeby rosły tam gdzie ja chcę. :)
Co poza tym się działo? Postanowiliśmy trochę posprzątać w krzewach leszczyny, i okazało się, że mam na coś uczulenie (Pietrek mówi, że o tej godzinie to napewno na pracę) bo oczy mnie zaczęły piec, palić no i było po robocie:)

No i mówili? Mówili, że będą burze, no to są! W ramach przedpołudniowego nicnierobienia zapełniłam całą suszarkę na balkonie, to teraz biegnę ratować przed chwilą pewnie jeszcze suche rzeczyyyyy.