niedziela, 4 maja 2014

Stare motory


Pojechaliśmy wczoraj na chatę sprawdzić, czy podczas naszej nieobecności coś się aby samo nie zrobiło :), nooo było nam strasznie miło, gdy się okazało, że i owszem :P Zostały wyburzone ścianki działowe na poddaszu i rozpoczęto ściąganie odeskowania. Pan Koparkowy zabrał wykopany korzeń, firma od studzienek zabrała jeden niepotrzebny kręg do studni na deszczówkę. Podczas kopania natrafiliśmy na skałę i został nam jeden. Pan Koparkowy stwierdził, że skoro już tam jest, to przy okazji może przecież zabrać gruz jaki był przed chatą. I co? I normalnie go wywiózł !!! W piątek wieczorem przyjechał pan z elektrowni - bo przecież obiecał. Bida zapomniał, że ma urlop w piątek, więc dymał specjalnie, bo nie chciał nas zostawić na weekend bez prądu. Zważywszy na stan budowli, normalnie SZOK, tak nam ten prąd tam był potrzebny w weekend jak śnieg w maju.
 K. się zapytała: skąd my takich ludzi bierzemy?  
Na poddaszu zrobiło się duuużo miejsca. Będą tam dwie, całkiem przyzwoite sypialnie oraz w miejscu obecnej klatki schodowej mała łazienka.






 Teraz pora na ściąganie desek z sufitu, między krokwie zostanie włożona izolacja i dopiero na to położone zostaną płyty gk. Za dwa tygodnie wchodzą panowie od dachu i zaczynają się grube prace. Do tej pory zburzona zostanie jeszcze ściana działowa na parterze i chyba coś jeszcze ale teraz mi wyleciało z głowy.

 A teraz ulubiony mój temat OGRÓD. :) Wszystkie (!) krzaki róż zostały zaatakowane przez mszyce. Ponieważ mam na głowie inne sprawy i nie byłam do tego ekologicznie przygotowana, zostały potraktowane częścią tablicy Mendelejewa i mszyc już nie ma. Pojawił się za to opuchlak. Wrrr nie lubimy się z opuchlakami. No tu, na dłuższą metę niestety, tylko nicienie sobie dadzą radę, ale muszę je zamówić, zapłacić, czekać... ehhh. Zaopatrzę się w kolejną chemię i spróbuję wyłapać dorosłe osobniki do pułapek, przynajmniej do czasu dostarczenia przesyłki. Ale dziady mi poobgryzały wszystkie młode pędy wrrr, i dziurawią mi liście i do korzeni pewnie się też dobierają wrrr. Nie lubimy opuchlaków.


fot.link

fot.http://www.rolspec.pl

 Z aktualności, jak co roku, tak i dzisiaj są u nas zawody starych motorów, widziałam to już kilka razy i jak do tej pory to zawsze była brzydka pogoda.

fot. link
 Dzisiaj jest 14 stopni , świeci słońce ale wiatr jakiś taki północny, lodowato zimowy, czyli idealnie znowu nie jest. Jeździ się na starych motorach po wyznaczonej trasie i tyle. Aż tak mnie to nie kręci, ale Pietrka i owszem, zresztą jak motory w ogóle, no może poza enduro. Czasy ścigania miejmy nadzieję ma już za sobą, teraz sobie pyka na "prasatku" jak żartobliwie nazywa swój drobiazg, Hondę VTX 1800 chyba F. ale nie pamiętam, na pewno nie R. No nie powiem komfort jazdy dla mnie bez porównania do jakiegokolwiek ścigacza, gdzie poskładana byłam zawsze jak szwajcarski scyzoryk. Tutaj siedzę sobie jak gwiazda. Minusem, oczywiście jak dla mnie jest waga, waga ciężka, no oki, waga BARDZO ciężka. Ja tego czegoś w pionie na stacji benzynowej utrzymać nie potrafię, Pietrek mówi, że za to prowadzi się fantastycznie, ehh.  Zdjęcie poniżej zawsze wprawia mnie w dobry nastrój, będąc w Austrii, 12 km odcinek górskiej trasy pokonywaliśmy pociągiem :), każdy miał swoje miejsce i bilecik :) fajowo.