wtorek, 13 maja 2014

Zimni ogrodnicy



Przyszli, nadeszli i są faktycznie zimni. Jakaś niemoc nas ogarnęła po powrocie z weekendu. Pietrkowi reprezentacja kraju co rusz przegrywa w hokeju, do tego jeszcze Ci trzej zimni. Na zewnątrz pada, temperatura spadła, w górach sypnęło podobno znowu śniegiem i stąd lodowaty wiatr. Ehhh. Wyjazd do Krakowa bardzo owocny. Taras posprzątany, roślinki wymienione, przesadzone, podcięte, podsypane, opryskane, teraz to już tylko patrzeć jakie będą efekty. Przy dobrych wiatrach, za dwa, trzy tygodnie powinny owocować maliny. Hedera rośnie aż strach patrzeć. Jak żyję takich wielkich liści u tego bluszczu nie widziałam. Musi mieć wyjątkowo dobre warunki, bo z całą pewnością nie jest to odmiana " Hibernica" (Hedera helix hibernica), która ma 15 cm wielkości liście. Za to trawa Kostrzewa Sina wybiórczo padła/uschła, co tam kto woli :( Wybiórczo, bo tylko w kilku nasadzeniach.
 Zakupiliśmy dwa sekatory, Pietrek powiedział, że zakup trzech to już przesada, ale sam przyznał, że oferta o niebo bogatsza niż u nas. A weszliśmy tylko do Castoramy. Ja nakupiłam sobie stos rękawiczek do ogrodu. Nie mogłam się powstrzymać i teraz mam wersje w kwiatki, ciapki, serduszka, białe, czarne, żółte, seledynowe. Pietrek tylko wzdychał do dzieci, że ten ogród będzie go kosztował więcej niż dom na lato :) 
W ogóle wycieczka do Castoramy była inspirująco ciekawa. Spodobał mi się "akwarelowy" dywan i druciana lampa.





 Poza mną, żadna z wymienionych wyżej rzeczy nie spodobała się nikomu. Ha! To się nazywa gust. 

Na chacie chwilowy spokój. Odwiedził nas pan od gips kartonów. Sympatyczny, zainteresowany, powiedział 4 dni pracy, no wow! Jak te wszystkie ekipy do kupy poskładam to mi wyjdzie dwa tygodnie roboty normalnie. Ale, że jedni drugich blokują to zrobimy to na spokojnie. I tak jesteśmy z siebie dumni, że ma to już taki wygląd jaki ma. W tym tygodniu ma przyjechać człowiek od okien, bo znowu nam się jakiś pomysł urodził i będzie mierzył i już zamawiamy. W środę albo czwartek ma się pojawić specjalista od izolacji fundamentów, łypnie okiem i przemyśli temat. Po jednym dniu deszczu mamy zapełnioną cała beczkę 200 litrową, wykopana studzienka jeszcze nie uruchomiona, tak że, chyba trzeba będzie zrobić drugą  z drugiej strony chaty. Na razie przerabiamy temat. Chcieliśmy wodę deszczową używać do podlewania ogrodu, a nadmiar rozsączać. Było nie było, to góry, więc na brak opadów chyba nie będziemy narzekać. 
Projektowanie układu pomieszczeń zakończone. Teraz pora na wystrój wnętrz. Dostałam na Dzień Matki książkę "1000 pomysłów na wystrój domu", super :) Mam nadzieję, że jej treść nie namiesza zbytnio w już zaplanowanych wnętrzach.



 Na urodziny za to, dostałam, jak na maniacko ;P dbającą o figurę panią w średnim wieku, słodkości. Zawartości nie pokażę, bo głupio się chwalić trzema czekoladkami o smaku którego nie lubię :)


Na koniec jeszcze wspomniana wyżej beczka na wodę i kilkumetrowy grab, który w najbliższym czasie stanie się częścią żywopłotu , bo straci głowę. W tym roku głowę, potem będzie jedna strona zagęszczana a za dwa lata druga. Trwają dyskusje z ogrodnikiem na jakiej wysokości poleci głowa. Wczoraj został mocno przycięty świerk zwyczajny, bo ani ładny, ani gęsty a teraz będzie dręczony i zagęszczany. Zdjęć niestety nie zrobiłam bo co chwilę lało.