środa, 16 lipca 2014

Kowalstwo kontra remonty.

Kowalstwo,czyli nie samym remontem człowiek żyje :)

 W weekend zaliczyliśmy wystawę i pokaz kowalstwa artystycznego. Oglądaliśmy jak powstają małe dzieła sztuki. Było naprawdę ciekawie ( i strasznie gorąco :P) i nawet parę rzeczy nam się spodobało.








 W związku ze zmianą koloru okien i rolet zmieniliśmy wybrane odcienie tynku. Teraz paleta kolorów wygląda tak:



 Zawieźliśmy do przemalowania gotowe już drzwi wejściowe, ehh, a były taaakie piętkne.
 Pracujemy nad projektem balustrady. Kolor, mam nadzieję, że zostanie bez zmian czyli czarny. No coś do tego dachu pasować musi.

 Zapadła decyzja o zmianie płyt na taras. Wybrana przez nas płyta Gabro Beton Broż w dalszym ciągu się nam bardzo podoba, ale ma szczeliny na spoinowanie, które są nierówne (udają naturalne) i właśnie z tymi szczelinami mamy problem. Murarze i ekipa od tarasów muszą się z sobą dogadać jak wspólnie ugryźć temat tarasu nie wchodząc sobie w drogę i biorąc pod uwagę plany wakacyjne wszystkich zainteresowanych.
 Co poza tym? Czekamy na Pana Koparkowego ( się wakacjuje) i zaczynamy prace dookoła fundamentów. Jakąś folię tam trzeba położyć, jakieś rury i coś tam jeszcze...  Mocno opalony pan będzie mi znowu przekopywał ogródek, bo trzeba będzie pociągnąć odprowadzenia wody deszczowej i ścieków. Ehh poligon wojskowy. Już mnie ten widok męczy. 
 Zostaliśmy obdarowani, tym razem przez drugą mamę kilkoma krzakami do ogrodu. Są piekne i duże i ciekawe czy któryś przeżyje :( Uwielbiamy takie akcje. Na szczęście 40 szt tujek, którymi postanowiła mnie uszczęśliwić moja mama jeszcze mieszka w Polsce i czeka na dogodny moment.



O 500 szt grabów na żywopłot, które rosną sobie u naszego ogrodnika ani nawet nie chcę myśleć. 
  Na chacie zaczęło się kucie ścian i podłóg pod wodę.


 W sobotę ruszamy z kuciem pod prąd. Jutro elektryk, który już zaprzyjaźnił się z naszym projektem ma naszkicować co, gdzie kiedy i ile kilometrów kabli. No jak się nie robi puszek to się ciągnie kilometry kabli. 
 My, osobiście i na dodatek grzecznie, usuwamy starą farbę z resztek ścian jakie tam jeszcze zostały. Robimy to na raty i tak jakoś "rekreacyjnie". Fachowiec zrobił by to pewnie za jeden dzień, ale my się bawimy już 2-gie popołudnie. 
 W piątek mamy się spotkać z panem od gładzi gipsowych. Trochę się tego obawiam, nie że spotkania z tym człowiekiem, ale całej akcji pt. tynki gipsowe. Tak jakoś tynki gipsowe są tutaj BARDZO mało popularne. Hmm. A jak już ktoś to robi ( wyjątek jakiś), to oczywiście zdziera niemiłosiernie. Zobaczymy jego wykonawstwo i pogadamy o cenach.