poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Grzybki i H2O.

 Nad górami przetaczają się burze i burzyska. Woda płynie strumieniami. A skoro (teoretycznie) jest tak mokro i (praktycznie) tak ciepło to logiczne, że powinny rosnąc grzybki:). No to Śmy poszli...obczaić teren. Pół dnia chodzenia i przy drodze do chaty znaleźliśmy, napiszę to słownie JEDNEGO zeżatrego przez ślimaki grzybola. Porażka jakaś. Za to przy chacie w ogródku... Proszę bardzo :) 



 Zeżarty nie nadawał się do niczego. Nie żeby miał pasażerów, ale był gorzki. Zajączki natomiast były całkiem, całkiem. Pietrek mówił, że dziś urosły 3 następne, ale poczekamy jak podrosną. 

 Co poza tym. W sobotę rano na chacie pracował hydraulik. Oj nie było różowo. Po kilku godzinach jego pracy zastanawiałam się, czy będzie nam potrzebny psycholog po tym instalowaniu wody i kanalizacji, czy też damy sobie radę sami. Pierwszy zgrzyt nastąpił, gdy hydraulik zobaczył, że nie kupiliśmy systemu G., tylko J., a tego on nie zna. A on pracuje tylko na G. Na pytanie czym się różni ten nasz J. od powszechnie używanego G. usłyszeliśmy odpowiedź: G. ma niebieski stelaż....AHA! Nooo, przyznaję, jestem blondynką i ten argument do mnie naprawdę przemówił. 
 Potem było już tylko gorzej. Baterie...co to za firma? A dlaczego nie G.? Na początku myślałam, że żartuje, potem byłam, żeby nie powiedzieć w szoku a po dwóch godzinach mi przeszło i nawet zaczęło mnie to bawić. Nie mogę powiedzieć, żeby swoją pracę wykonywał jakoś niechlujnie, czy jakieś tam inne cuda, ale to co się jemu podoba, nie musi się podobać nam. No i się nie podoba.  Zmywarka w kuchni, przecież to chata? Po co wam zmywarka? Ciepła woda w toalecie na piętrze? Przecież zimna by wystarczyła.......AAAAaaaaa. Podsumowując, hydraulik miał FOCHA, bo nie dość, że wybraliśmy to co się podobało nam a nie jemu, to jeszcze mieliśmy jakieś kosmiczne pomysły. 


  

 Na szczęście, hydraulikowi zostało jeszcze tylko parę rzeczy do zrobienia i ten etap zamykamy. 
Jutro za to na chatę wchodzą elektrycy. Ilość gniazdek i włączników ostatnio się nam jeszcze trochę powiększyła, ale mam nadzieję że Pietrek będzie pamiętał co, gdzie i jak. 

Z ogrodowych nowości, to:
- małe,piękne,cudowne sarniątka bezlitośnie pastwią się nad moimi różami - już obmyślam jakie potrawy można przyrządzić z młodej dziczyzny...
- trzpiotka wiewiórka podkrada nam orzechy laskowe, no dobra niech sobie bierze, ale dlaczego robi przy tym taki bałagan? - fotkę gdzieś posiałam, więc jak znajdę to wkleję.
- o grzybkach w ogródku już pisałam.

Pan Koparkowy dzwoni i się pyta kiedy może przyjechać wyrównać/spagórkować przedogródek. Na szczęście leje co chwila, więc odkładamy to na niewiemkiedy. No nie wiem, bo nie mam jeszcze pomysłu na ogród.