niedziela, 26 kwietnia 2015

OK 8 - Brukarze cd.

Temperatura na zewnątrz cały tydzień utrzymywała się w okolicach 25 stopni, więc wiosna się rozszalała.
Takie widoki mam z okna, zaczyna być zielono, włącza się nam pozytywne myślenie i coraz większa ochota do przeprowadzki...


Brukarze walczą dalej a słowo walka jest właściwym określeniem tego co się tam dzieje. Całkiem ładnie ułożone krawężniki, po wjeździe koparki trzeba było układać od nowa. Gąsienice koparki naruszyły beton w którym były osadzone. Beton popękał, krawężniki popękały i powiększyły się szczeliny między nimi.


Upał w dniu układania kolejnych krawężników sprawił, że z "suchego" betonu wyparowały resztki wody...

Po bojach z 3-ma !!! kablami z prądem biegnących przez nasz podjazd (żaden z nich nie jest nasz) została nareszcie ułożona rura odprowadzająca wodę z placyku przed garażem. Ułożona i zasypana, tylko jej wylot (pod deskami) czeka na podłączenie z kratkami odpływowymi. Ale te będą układane razem z kostką.


W związku z ponad 7-mio metrową różnicą poziomów na długości ok 10 metrów panowie mają "z górki" i wszystko co ułożą im zjeżdża. A "kierbud" chodzi i mówi że są szpary i żeby poprawili.

Dzień pracy składa się głównie z ciągłego liczenia i przeliczania:
- odległości,
- wysokości krawężników - te z jednej strony chodnika mają licować z kostką a z drugiej wystawać nad nią 5 cm.
- obliczanie spadku -spływu wody pod odpowiednim kątem ehhh.
Takiej matematyki nie przerabiałam od czasu projektowania chaty...

 Do tego jeszcze: dookoła piękna pogoda, tłumy spacerowiczów, sprzęt który od gorąca kaprysi i pan koparkowy który wygląda jak brat bliźniak dyr. marketingu pewnej firmy biżuteryjnej na A. oszaleć można.
Tak, że układania kostki brukowej ciąg dalszy nastąpi....noo jak tylko pogoda dopisze.

Ponieważ prace nad hydroizolacją fundamentów dobiegły końca, zaczęło się zasypywanie wykopów.


Na weekend 1-3 maj mamy zamówioną ekipę, która będzie nam zakładała ogrodzenie, czy się to uda czas a przede wszystkim pogoda pokaże.

Co poza tym?
Stolarz postanowił polatać, ale się biedakowi spadochron nie otworzył i przy upadku ze schodów uszkodził sobie kolano, no to meble kuchenne dalej w rozsypce. Ja myślę, że pozazdrościł swoim pracownikom i też chciał pochorować ;)

Sąsiad też trochę ćwiczył, ale ten z kolei alpinistykę a efektem jego ćwiczeń jest obcięta brzoza. Ta druga nie obcięta (kiedyś, ktoś się już nad nią znęcał jak widać) jest nasza i jeszcze trochę porośnie.