wtorek, 13 października 2015

"L" jak lampy - DIY.


Chata można niesmiało powiedzieć: wyremontowana. A skoro wewnątrz remonty zakończone, to najwyższy czas na oświetlenie zewnętrzne.
Ponieważ nie mogliśmy się zdecydować na to, jaką lampę mamy zamontować przy wejściu, kupiliśmy kilka, które się nam mniej lub bardziej podobały i zabraliśmy się do przymierzania.
A co z tymi lampami później? Zwróciliśmy je do sklepu. No wiem, wiem, brutalnie wykorzystaliśmy możliwości jakie daje zwrot towaru po zakupie bez podania przyczyny, ale nie każdy ma na tyle fantazji, żeby sobie wyobrazić jak, co i gdzie, będzie dobrze (wg. nas) wyglądało. Tak więc.... dziękujemy Ci ustawo/ustawodawco/sklepie/sprzedawco....ect.


Zwycięzcą na lampe przed drzwiami wejściowymi stała się biała lampa z fot. wyżej, tylko w czarnym kolorze:



Lampy na tarasie, swiecą w dwóch kierunkach, w chwili obecnej wygląda to lekko (jak dla mnie ) komicznie, ale po wybudowaniu pergoli z markizą, będzie to, mam nadzieję ciut lepszy efekt.




I na koniec lampy w ogrodzie. Lampy zostały kupione w jednym popularnym markecie budowlanym,  ich montaż był prosty. Jedynym utrudnieniem była potrzeba umocowania lampy na stabilnym i twardym podłożu. Zdecydowaliśmy się na zrobienie mini fundamentów a ich budowę mogę śmiało podciągnąc pod DIY. A jako że DIY zwykle mają tytuł to ten dzisiejszy zatytułujemy:  "Kreatywne wykorzystanie doniczek po drzewkach ozdobnych jako fundament pod lampy ogrodowe". - normalnie jak tytuł pracy dyplomowej:P

Mam nadzieję, że zdjęcia wystarczą i nie muszę dodawać opisu :)











Na koniec, dopiszę jeszcze, że podłączanie tych lamp obfitowało nie tylko w kreatywne pomysły z naszej strony, bo na zakończenie doczekaliśmy się również efektownych fajerwerków, które nam zasponsorował jakiś mało frasobliwy, drobny, skośnooki człowieczek z CRL gdzie lampy były wyrobione. A jak to zrobił? No najprawdopodobniej na lini produkcyjnej, ładnie, bo w supełek połączył ze sobą wiązki kończącego się kabla. Efekt był taki, że trzasnęło, błysnęło i prądu nie miało pół wsi :P. Naprawiający to wszystko elektryk zapytał, czy może sobie zabrać na pamiątkę ten kabel, bo już raz o czymś takim słyszał a teraz będzie się mógł chwalić, że sam coś takiego MA.  

Po wymianie kabli, (w tej sprawnej kable zostały wymienione prewencyjnie) lampy działają, szkoda tylko że czujnik ruchu, który je załącza nie ma opcji "małe zwierzęta". W ten radosny sposób biegające jak szalone i chowające na zimę orzechy wiewiórki, uruchamiają je kilka razy w nocy :( O sarnach nie wspomnę, bo to już gruby zwierz. Czyli "dyskoteeeka gra" :P