środa, 18 listopada 2015

Salon

Witam Wszystkich serdecznie

Jak zapewne zauważyliście do bloga dołączyła moja córka Kasia. Tak, tak jestem dumną mamą dwóch dorosłych "pociech" :).  Kasia na blogu zajmuje się lżejszą tematyką, a ja nadal od czasu do czasu będę skrobać swój niszowy temat, tj. własne, subiektywne opowieści z przebudowy starego letniego domu na taki, który odpowiada naszym potrzebom.


W kilku następnych postach będę Wam chciała przedstawić wnętrze naszej chaty. W języku polskim słowo chata kojarzy się, no sami wiecie z czym a jak nie wiecie to tu jeszcze raz udostępniam odsyłacz do wiki. Ale w języku czeskim to słowo oznacza: domek kempingowy, domek letniskowy, dom na lato - to w zależności od stanu, wielkości i wyposażenia.  Mają tutaj jeszcze określenie "chalupa" co oznacza wiejski, najczęściej drewniany, albo nadgryziony ząbkiem czasu, albo też stylizowany na takowy, albo i nie stylizowany, ale tak nazywany dom.

Dziś jako pierwszy na liście zwiedzania będzie salon, kuchnię już kiedyś opisywałam. Tak więc, zapraszam.





Zacznijmy od podłogi. Na podłodze mamy panele z V-fugą,  ułożone pod kątem 45 stopni. Z efektu wizualnego jestem zadowolona tak na 80%. Dlaczego tylko na tyle? Bo teraz żałuję, że nie poznęcałam się nad panami i nie zwerbalizowałam swojej zachcianki " zależy mi na tym, żeby słoje z jednego panelu przechodziły płynnie na drugi". Petr jak to słyszy to przewraca oczami ( dla Niego to pełne 100 procent). No wiem, wiem to tak jak gdyby układać podłogę z puzzli i to jeszcze zapakowanych do różnych pudełek. Ehh, ale jednak mnie to drażni.


Listwy przypodłogowe są białe, no o tym było już dużo napisane, więc na tym co było poprzestanę. Co je i tak nie uchroni przed wymianą....kiedyś. 

Największym meblem w salonie są schody i nie dokończony jeszce kominek. Dla zainteresowanych 8 mm blacha stalowa, częściowo gięta, częściowo spawana. Nie udało się nam z przyzwoite pieniądze znaleźć wykonawcy, który by nam tak powyginał blachę.Ja nie piszę, że ich NIE MA, ja piszę że za godziwe pieniądze.  





Drugim, meblem jest kominek. Nie dokończony, ale i teraz wygląda przyzwoicie. Jak się jego historia zakończy - zobaczymy. Czas pokaże, bo jak na razie, podoba się nam to co jest. 

Może kiedyś, jak się nam będzie nudziło, wprowadzimy w życie pierwotny plan. A pierwotny plan bazował na inspiracji zaczerpniętej od polskiej, młodej pani architekt i wyglądał tak:

fot: źródło
Moim pomysłem była zamiana otoczaków na na bazalt,




oraz zamiana siatki/kratki na wykonane na zamówienie kosze gabionowe, lub wklejone poniżej cudo tylko ofkors w kolorze czarnym :)


fot: źródło

Sofę wypatrzyliśmy w jakimś normalnym, popularnym sklepie. Została zamówiona, a że była produkowana w bardzo jak "wg mnie" na sofę przystało egzotycznym kraju, bo Turcji. To sobie na nią długo poczekaliśmy, ale dotarła, jest :) Nawet przez ten czas nie przestała się nam podobać. Po testach dot. spania - przeprowadzonych w wakacje na "królikach doświadczalnych", mogę napisać twarda, ale wygodna, odpowiednio długa i przestronna.....dla JEDNEJ osoby ...upsss.  



Stolik robiony był na zamówienie, blat osobno, korpus osobno i gdy konfiguracja planet była sprzyjająca wszystko daliśmy do kolokwialnej "kupy" i nawet spasowało :).  


Na dziś to tyle, zapraszam na kolejną odsłonę wnętrz naszej chaty.

Pozdrawiam