piątek, 15 kwietnia 2016

Wyrywkowo

Nie żebyśmy robili casting na koparkowego, ale mieliśmy ich tutaj wielu. Kilku było naprawdę dobrych. Jeden z nich: młody, ambitny i bardzo pracowity chłopak, pojawił się znienacka w poniedziałek po obiadku i zabrał się za nasz ogród ( znienacka bo mowa była o środzie, no, ale nie miał co robić...). Ilość korzeni do usunięcia, była całkiem spora, ale spryciarz uwinął się z tym w 6 godzin.



  



Poza wyżej wymienionymi korzeniami, mamy na działce:


-słup elektryczny z wkopanymi w ziemię, biegnącymi od niego w różnych kierunkach dwoma przewodami z prądem. Przewody zasilają chaty położone wyżej w lesie,



-doprowadzenie wody z potoku do chaty nad nami, wraz z kablem elektrycznym zasilającym silnik pompy. (to jest niestety w bliżej niezidentyfikowanym miejscu), 



-linę podtrzymującą słup (Eon zaproponował, że nam ten słup wymieni na taki, który owej liny posiadać nie będzie, no to czekamy - żeby nie było, żeśmy niby tacy naiwni, na papierze umowę mamy spisaną, HA! ). 


Chętnie powiedziałabym, że wszystko poszło gładko, ale niestety, niektóre korzenie były delikatnie mówiąc duże i w jeden z nich był wplątany kabel, więc przypadkowo wyłączyliśmy prąd 3 chatom. Na szczęście awarię dało sie szybko usunąć. 
...tutaj, niebieskie, wypełnione żelem cudo, za pomocą którego łączy się "takie sytuacje" ;)
Właściciele braku prądu nie odczuli bo był to poniedziałek, a wzmożony ruch na chatach jest w okolicach weekendu. To co napisałam nie obejmuje oczywiście "Pana Doktora Mrówki". Ten ma swoją chatę naprzeciw naszej, w dolince za potokiem i jest chyba niespełnionym chirurgiem, bo jak tylko zrobi się przyzwoita pogoda to On się pojawia i "walczy". Kosi, ścina, piłuje, klepie, normalnie całkiem jak...JA. Dr nie nazywa się oczywiście Mrówka, to ja go tak nazwałam bo taki pracowity. Nawet nie wiem jak wygląda, bo znam go przecież tylko ze "słyszenia". A że prawdziwy doktor to już wiem od sąsiadów ofkors.

Kolejnym etapem, czyli następne 8 godzin, było wywiezienie 3 kontenerów korzeni i szeroko pojęte, użyję słowa "równanie" terenu.


Jak się okazuje takie rozrywki to dość jednak kosztowna sprawa. Nie liczę Pana Koparkowego, to wiadomo. Do tego dochodzi transport tych korzeni na miejsce, gdzie zostaną zmielone, wymieszane z sama nie wiem czym, abym po pewnym czasie mogła kupić tą ziemię do ogrodu. Ziemia jest tania, rośliny na niej rosną jak na drożdżach - ciekawe co tam dosypują?  Ale jak się dowiedziałam ile kosztuje oddanie tony moich korzeni do takiego miejsca to już wiem dlaczego ta ziemia potem jest taka tania. Mnie za tonę korzeni kasują 150,- a gdy kupuję, to za tonę ziemi płacę 50,-.



Ogród wygląda lepiej. Brzeg w jego górnej części uzyskał wprawdzie ostry, ale równomierny spad, utworzone zostały tarasy. Teren został lekko wyrównany, oczywiście w miarę możliwości. Żadne ze zrobionych zdjęć nie oddaje faktycznego ukształtowania terenu, więc będziecie musieli poczekać, aż coś tam urośnie. Wtedy pojawią się "piętra".

Teraz się zastanawiamy czy nawozić ziemię na całość, czy tylko do skrzyń. Nooo skrzynie :) 

Skrzynie to nasz nowy pomysł. Drewno już zamówiliśmy i jak zostanie dowiezione, to będziemy zbijać skrzynie. Na tak dużą rodzinę ;) to na początek stwierdziliśmy, że trzy wystarczą.


Dla zainteresowanych tematem, linki pod zdjęciami odsyłają na strony z krótkimi artykułami poświęconymi tej tematyce. 

źródło

źródło



Żeby nam sarenki nie spapały tego co urośnie, też coś wymyśliliśmy, ale o tym napiszę więcej jak już plan zrealizujemy.




Pozdrawiam,