wtorek, 17 maja 2016

Jestem straszny - jak Ceratops!

.....no "przynajmniej tak bym chciał wyglądać". Podejrzewam, że tak myślał nasz gość na podjeździe. Przyznam, że gdy mnie P. zawołał, żebym szybko przyszła, a zrobił to ściszonym głosem - wyszło na to, że jednak można wołać po cichu. :/ Myślałam, że chodzi o łajdaczkę wiewiórkę, że np. podkrada nam orzechy z garażu, albo jeździ na naszym skuterze. A tu surprise, z daleka wyglądało "toto", jak krab, a z bliska okazało się, że jest to chrząszcz, Jelonek rogacz.

"Ja, może nie, ale mój cień NAPEWNO budzi grozę i nie wyglądam jak Ceratops ale jak  T-Rex!"



Do zdjęcia się trochę stawiał, znaczy się, pozował ;) 
Czasem, po południu przeleci nam nad głowami jakiś ciężki "pocisk". Prędkość ma toto taką, że czekamy czy aby nie spadnie, bo to wbrew zasadom grawitacji stwierdzam. Nie dość, że opancerzone, z rogami, to jeszcze lata... 

Dziś tak trochę nietypowo, bo zaczęłam od przemyśleń chrząszcza. Ale za oknem taki mały zwierzyniec mamy, więc wybaczcie. 
Ziarna trawy wydziobuje nam trznadel, a wydziobywanie przerywa piskliwym śpiewem - że niby podziękowanie, czy co, a może ma pretensje, że tak mało, albo mokre... albo woła kolegów!
Dla zainteresowanych link poniżej.



Mniej piskliwe i o wiele przyjemniejsze dla ucha są trele zięby. Do głowy by mi nie przyszło, że tak potrafi i że taka gadatliwa.


Co poza tym? Jestem zła- zła i może nawet wściekła. Tak, wściekła. Ale tylko troszeczkę. Więc może jednak tylko zła?  A na co? No, raczej na kogo. 
Na kilka osób. Tak więc, wskazuję winnych
  • Pankracy,
  • Serwacy,
  • Bonifacy,
  • i Zimna Zośka!
Żeby po takich upałach znowu wrócił przymrozek. 
Wrr. 
Żeby padał śnieg z deszczem. 
Wrrrr. 
Wrrrr. 
Wrrrrrr. 
A potem znowu słońce ehhh, ręce opadają. Robota stoi, koparka wjechać nie może, malować drewna na pergolę nie można, zieleniny sadzić i przesadzać nie można. A jak czasu za dużo to się nowe pomysły rodzą i zbiera się coraz więcej roboty. Opryskałam graby na coś co je zjadało, nie dość, że za godzinę wylazło chmurzysko i wszystko z przytupem spłynęło, to jeszcze podczas płukania opryskiwacza jedna z dysz dała mi po oczach. Ehhh niewdzięczna taka praca, nie dość, że efektu nie widać od razu, to jeszcze takie warunki pracy, taki klimat. :( 

Dziś kilka zdjęć z deszczowego ogrodu.

Czosnek karatawski zaczyna kwitnąć

Sarny były. Obgryzły funkie i rozchodniki, nie ma co pokazywać, bo wygolone do ziemi. :(
Żurawkom się też dostało, ale tam to już chyba tylko deser był a nie danie główne, bo zjadły pędy kwiatowe. Czyli normalny wiosenny pogrom.
Do kwitnienia przygotowuje się biała szałwia, oboje z P. usiłujemy sobie przypomnieć, czy szałwię, rok temu też nam podjadały. Planujemy duże ogrodowe zakupy i mamy na liście zakupów właśnie szałwię i nie wiemy czy tak, czy nie....


Ku naszemu zdziwieniu dały spokój orlikom, może im ich kwiatki kwiatków nie smakują? A może, podobnie jak my, delektują się ich pięknem?



Kiepsko obcięta wierzba Iwa, z którą jest podobno więcej problemów niż radości, kombinuje jak się rozrosnąć. Mimo, iż pora dosyć późna, nasza budka dla ptaków nadal wzbudza zainteresowanie. Nie piszę tutaj o przechodniach, ;) tylko o ptakach ofkors.


Przesadzone i szkaradnie obcięte bukszpany zbierają się nareszcie do życia, kolory starych listków są jeszcze jakieś takie żółte, ale młode już rosną. A właśnie urodził się pomysł, że je znowu przesadzę. :) Wszystko przez portal Ogrodowisko, czyli moją kopalnię wiedzy. A jak pada - nie tylko dzieci się nudzą. Doczytałam, ze marna szansa na przezimowanie w doniczkach na zewnątrz. A garaż nie chce się rozciągnąć. No to zimową porą może być ciężko. Już tej zimy kombinowaliśmy z figami. Podlać nie podlać? Za ciemno? Za ciepło? Ehhh. Przesadzę do gruntu.
Lada dzień zakwitną irysy, mam kilka nowych i bardzo jestem ciekawa ich kolorów. :)



O! Wyszło słońce, idę szybko malować. Papa!

Linki, które wkleiłam są ze strony Ekspresu Kaszubskiego, fajne opracowanie. Gratuluję.