wtorek, 10 maja 2016

Złote Eldorado w Białych Karpatach


 Witajcie :)


mniszek lekarski
Jak zapewne zauważyliście po prawej stronie postów jest słupek o nazwie CZYTAMY, są tam zamieszczone blogi, które wraz z Kasią podglądamy, czytamy a jak dziś zobaczycie nawet wcielamy w życie podane rady (czasem) :).
Czytając w sobotę post z bloga Ewelajny stwierdziłam - dlaczego nie spróbować?


Syropu z mniszka nigdy nie próbowałam, a tym bardziej nie robiłam. Polecany jest przede wszystkim na przeziębienia i kaszel. Wykonanie okazało się prostsze niż znalezienie kwiatów. Niestety, własnie kończy się na niego wysoki sezon. Ale od czego mamy góry za rogiem. I tak w niedzielę zaliczyliśmy wycieczkę w Białe Karpaty a tam naszym oczom ukazało się żółte eldorado. Nie wkleję zdjęć jak wyglądaliśmy zbierając kwiaty. Musiał to być kosmiczny widok, bo pojechaliśmy motorem i po łące łaziliśmy częściowo ubrani w "skafandry" :P. Przez ochraniacze na kolanach ciężko było klękać, tak, że tego ubioru zdecydowanie nie polecam jako standardowego dress codu zielarki/zielarza.







Jak taki syrop przygotować? W sieci znajdziecie mnóstwo przepisów, większość  sprowadza się do jednego.



Na 1 porcję potrzebujecie:

  • 400 szt. kwiatów mlecza, bez łodyżek ofkors, jak kwiaty są małe to 500 szt.,
  • 1 litr wody,
  • 1 kg cukru,
  • 1 cytrynę.

Zerwane, wysypujemy na papier i zostawiamy na ok 20 min - na tyle, żeby wylazło z nich robactwo. Następnie kwiaty wkładamy do garnka, zalewamy zimną wodą i gotujemy na małym ogniu ok. 15 min. Ich objętość zmaleje, zbrzydną i wg mnie zaczną śmierdzieć :/. Następnie trzeba dodać pokrojoną w plastry cytrynę, wymieszać i odstawić pod przykryciem na minimum 12 h. Ja odstawiłam na noc. Rano całość przecedziłam przez gazę - przyznam się, że do tego używam bawełnianą ścierkę z Ikea :P. Potem dosypałam 1 kg cukru i gotowałam, gotowałam, gotowałam. Tzn. SAMO się gotowało. Ja w tym czasie prałam, sprzątałam i przygotowywałam słoiki. Czyli najnormalniej w świecie nic nie robiłam. Po ok. 2h brudna woda z cukrem zrobiła się klarowna i wyglądała jak przyzwoity syrop, nawet nieciekawy jak dla mnie początkowy zapach zmienił się w całkiem przyjemny (albo się przyzwyczaiłam). Po zagotowaniu syrop przelałam do słoików i za pomocą suchej pasteryzacji zakonserwowałam.


* sucha pasteryzacja - suche, wyparzone słoiki zalewamy gorącym syropem i od razu zakręcamy wieczka, całość przykrywamy/zawijamy kocem ręcznikami czy przysłowiową pierzyną i zostawiamy na 2-3 h. Po tym czasie wyciągamy, odwracamy do góry dnem i tak zostawiamy do całkowitego wystygnięcia.  




Syrop zrobiłam i nie byłabym sobą - jak to mówią w programach kulinarnych, gdybym nie spróbowała. Za miodem i jego wariacjami osobiście nie przepadam, więc jako dodatek do herbaty mi nie smakuje, ale tak jak tutaj w międzynarodowej wersji zamiast cukru, polecam!

A poniżej pyszne śniadanko:
  • angielska owsianka,
  • moravskie ostrężyny/jeżyny,
  • polskie maliny,
  • mięta pieprzowa,
  • MÓJ syrop z mniszka.


Za jakiś czas spróbuję użyć syrop jako dodatek do naleśników i do opisywanej wszędzie lemoniady.

Więcej przepisów i informacji o mniszku lekarskim znajdziecie :