wtorek, 23 sierpnia 2016

Grzybowy nerd czy grzybowy geek?

Witajcie,

jakiś czas mnie tu nie było, no niby byłam, ale jednak. Byłam w lesie i "zbierałam" pomysły na nowy post. A jakie pomysły? Smaczne.
Po długich, letnich suszach przyszły deszczowe dni. A z deszczem w lesie pojawiły się wszelkiego możliwego rodzaju grzyby. I tak ja, rok temu jeszcze grzybowy nerd, dziś biegam po lesie i z szaleństwem w oczach zbieram grzyby. Biegam wprawdzie z atlasem w ręce a następnie, dla pewności Petr je sprawdza jeszcze raz, ale i tak pękam z dumy. Nie, żebym była mistrzem w grzybobraniu, bo skoro jest ich taki wysyp, to samej czynności schylania się nie można nazwać mistrzostwem, ale zbiory są niezłe.  A teraz nasyćcie swoje oczy. W dużym koszyku jest jakieś 6 kg :), jak widać z racji oszczędzania miejsca u większości grzybów nóżki pozostawiam w lesie. Wyjątek stanowią maślaki i zdrowe nogi borowików.






A skoro zbiory są duże, to po powrocie do domu czeka mnie oczywiście oczyszczanie a następnie przerobienie tego leśnego "złota".



I tak, część marynuję w zalewie słodko- kwaśnej.  



Część mrożę. 
Nie podsmażam na tłuszczu, po prostu kroję, wrzucam do woreczka i do zamrażarki. Wykorzystuję później jako dodatek do sosów, zup, nadzienie do pierogów itd itd.
W tym roku panierowałam prawie kilogram borowików i w takim stanie je zamroziłam. Wychodzę z założenia, że skoro można kupić mrożone, panierowane paluszki rybne, to ja mogę mieć mrożone, panierowane "paluszki" grzybowe.



Znikomą część zbioru suszę ale tylko po to aby z niej uzyskać po zmieleniu mączkę grzybową. Rzadko jej używam, ale właśnie dlatego suszę mało, za smakiem suszonych grzybów generalnie u nas w rodzinie nikt nie przepada.



No a część oczywiście od razu ląduje na talerzu :) 


Pozdrawiam, Was serdecznie i zmykam na fitness (czyt. do lasu, na grzyby;)