poniedziałek, 5 września 2016

Sierpień zastrzelony deszczem


Witajcie !

Mamy już wrzesień, no niesamowite jak ten czas ucieka. Ileż to ja miałam planów na sierpień. Ale jak to w życiu bywa, plany planami a życie biegnie swoim torem. Na początku była wizyta dzieci, no to ogród leżał odłogiem. Właściwie nie wiem co robiliśmy poza oczywiście grillowaniem :) 
Potem były ulewne deszcze, no to ogród zalało, zatopiło, zasypało ziemią. 
Potem grzało, ale dalej było mokro. 
posiadanie tarasu ma swoje wygody :P

Potem wyschło, ale nie zdążyłam odgruzować, bo znowu lało, tym razem z dodatkiem gradu. 


nawet kłody drewna mają swoje zdanie na temat ulewnych deszczy...

grad był może i niewielki, ale za to intensywny,



No a skoro tyle lało, to potem zamiast do ogrodu poszłam do lasu i utonęłam w grzybach. I tak przez kolejne dwa tygodnie znosiłam do domu to leśne złoto. 
Czyściłam, mroziłam, słoikowałam i nawet suszyłam, za czym tak jakoś nieszczególnie przepadam. 
A co ogród? No dalej leżał odłogiem. 
Znajomi i nieznajomi biegają w pięknych okolicznościach przyrody, no nie powiem. Do lasu, z obciążeniem, bo pod górkę, chodzą na fitness, męczą się. A ja w ogródku. Idylla.
Tyle, że w tym ogródku po dużej porcji deszczu chwasty rozrosły się do niebotycznych rozmiarów.


Przedogródek zarasta wszystkim co tylko może.
W skrzyniach rośnie trzecie pokolenie rzodkiewki, na kapustę pak- choi wzięły namiar bielinki kapustniki i szybciutko musiałam ją zlikwidować. Leży teraz w kuchni i się na mnie smętnie patrzy z pytaniem no "i co za mną teraz zrobisz?"

Fasolka szparagowa zmusza mnie do systematyczności, ale chyba mam zbyt dobrą ziemię bo rośnie jak szalona a strączkuje jak początkująca.



Pomidory pękają od nadmiaru wody i jak na odmianę "Bycze serca" osiągają czasem dość spektakularne rozmiary, co niestety jest też jak się okazuje minusem, bo takie ciężary wyłamują gałązki, wczoraj, chcąc odetchnąć na moment od grzybów postanowiłam zrobić przecier pomidorowy.

Złośliwcy w słoikach :P
Pomocny okazał się tylko wujek Google, który cierpliwie wyjaśniał, co i jak. Ale pomidory już tak chętne do współpracy nie były. Chlapały na boki, złościły się, upaskudziły mi bluzkę, spodnie i nawet skarpetki a o podłodze i wszystkim dookoła nie wspomnę, nawet ekspres do kawy oberwał. Pomidorowa inwazja. Z obawą czekałam na pasteryzowanie, bo oczami wyobraźni widziałam pękanie owych DWÓCH słoików, ale te przeżyły, no wiem, wiem jeszcze się wszystko tam może stać, łącznie z pleśniowym kożuszkiem po otwarciu słoika. Podsumowując, pomidorowym pulpom chwilowo mówię nie. W/w pomidory "Bycze serce" tu spotykane pod nazwą "Bawole serce"obrodziły tak sobie. Na jednych krzakach są ogromne, na innych drobnica, na jednym krzaku było raptem 3 szt wielkości jajka. W next roku planuję posadzić malinowe, tylko najpierw muszę je kupić w Polsce bo tutaj niente. 

Spartyna grzebieniasta kwitnie i ma ciężkie kwiatostany, więc się wyłamują, więc ja je obcinam, więc nie kwitnie :), a jak zaczyna kwitnąć, to akcja zaczyna się od nowa.  



Kwitnie też coś, co kupione zostało jak spartyna, ale wyglądem spartyny w ogóle nie przypomina i teraz jak patrzę na kwiatostany, to już absolutnie. Kolejna zagadka, kupiona w licencjonowanej szkółce wrrr.


spartynowa zamotka/zagadka
Miskant chiński Gracillimus też zaczyna kwitnąć. Ehhh* czytałam i liczyłam na to, że ta trawa u nas raczej nie zakwitnie, bo nie zdąży a tu proszę. Nie dość, że już w sierpniu, to już w pierwszym roku po posadzeniu z mikroskopijnych, ale dość drogich sadzonek. Z tego kwitnienia to ja akurat zadowolona nie jestem.

pierwsze kwitnienie Gracillimusa
I co jeszcze kwitnie? Kwitnie Stipa tennuisima, kiedyś pisałam , że część traw z ubiegłego roku obcięłam na wiosnę a część zostawiłam, bo chciałam uzyskać szybszy efekt. Początkowo tak było, ale w lipcu, te nie obcięte zaczęły się wykładać i w efekcie musiałam je obciąć, tak że łyso to teraz wygląda.



 Brzoza brodawkowata już zaczęła swój śmiecący spektakl, jak widzę te ilości opadających liści i jeszcze czegoś takiego drobnego to mnie diabli biorą. Mam nadzieję, że z Dorenboosa tak się sypać nie będzie.






* wiem, wiem, ale ehhh w takiej wersji jest dla mnie mocniejsze w wyrazie :P