piątek, 11 listopada 2016

Bałagan ogrodowy, anty- depresyjny

.....czyli, że dzisiaj będzie o ogrodzie :), noo wiem, wiem ZNOWU NUDA. Ale mnie z taką nudą dobrze, fajnie i nawet jak jest tak szaro, buro i ponuro i tak depresyjnie, to jednak coś w tym jest i jest fajnie i ma swój urok i kropka.

 Jako, że jest mokro i co chwilę pada deszcz, a ostatnio i deszcz ze śniegiem, nie ma opcji, żeby skosić trawę. Miałam w planach dosiać na miejsca, gdzie były puste placki, nową trawę, nawet w tym celu odbyła się wyprawa po ziemię i został dokonany zakup nasion, ale od następnego dnia zaczęły się deszcze i ta sytuacja trwa z mniejszymi i większymi przerwami już prawie dwa miesiące. W pojemnikach z ziemią mam mięciutkie błotko i wizja paćkania nim na posiane nasionka mnie tak jakoś zniechęca. Za to w miejscu gdzie trawa została posiana we wrześniu, bez posypywania jej super ziemią, wyrosła już i nawet nadawała by się do pierwszego koszenia. Ale mokro jest ....


 Z okolicznych drzew spadają tony liści, które wiatr nawiewa na nasz podjazd, zasypuje nimi trawnik, schody. To ten czas, kiedy osobie, która wymyśliła odkurzacz do liści przyznałabym jakąś nagrodę.
Co poza tym? Ze zwiększona intensywnością odwiedzają nasz ogród żarłoczne sarny, które zjedzą wszystko co przed nimi nie ucieknie, zadepczą każdą grządkę, biegają po podjeździe, usiłują dzwonić do drzwi wejściowych a gdy człowiek stanie z nimi twarzą w twarz to potrafią na niego naszczekać. Zołzy jedne. 



Nasz ogród to takie pole doświadczalne. Kupujemy i czekamy. Jak zjedzą, to już nie kupujemy. Dziwne przez to mamy rośliny. Pracuję nad postem o temacie "Czego nie jedzą sarny" - ten już wkrótce.
Hortensje o posiadaniu których zawsze marzyłam, od dwóch lat mają wysokość roślin doniczkowych, bo nie mają szans urosnąć. Postanowiłam, że na wiosnę 2017 przesadzę je do doniczek i będą stały na tarasie. Nie miały szans urosnąć, a co dopiero zakwitnąć. Każdy nowy pęd, był z precyzją godną wysokiej klasy ogrodnika skracany. Właściwie, powinnam napisać, że gdy je kupowałam dwa lata temu, krzewy były wyższe niż są dzisiaj. 
Jak na razie krzewy hortensji dostały białe ubranka. Ochrona bardziej przed sarnami, niż przed zima i mrozem. Tkaniny mam nadzieję te wredne kozy nie zjedzą.



W przerwie między opadami deszczu dosadziliśmy 250 szt. grabów na żywopłot od północnej części działki. Chcieliśmy jeszcze posadzić 100 szt. od południowej, ale już chyba nie zdążymy. Skrzydeł rozwinąć nie możemy, bo czekamy na przesunięcie słupa elektrycznego, ale jak na razie budowa nowej linii energetycznej idzie im jak przysłowiowa "krew z nosa", no wprawdzie kopią, kopią z dwóch stron nawet i dwie duże stacje trafo już stoją i powiadomienie, że będą działać na naszej działce już też mamy, no ale... 


Takich worków mieliśmy do posadzenia 8.
Przed zimą chcemy jeszcze zrobić ostatnią "klatkę" z siatki na skrzynię. W przyszłym roku hodowla pomidorów przejdzie lewel wyżej i będziemy mogli wykorzystać wolną skrzynię na poszerzenie ilości i rodzajów jarzyn. Lewel wyżej, oznacza, że zostaną zbudowane jeszcze min dwie skrzynie i staną na pierwszym, górnym, ziemnym tarasie. 
Zakupiliśmy też dwie duuuuże, plastikowe beczki na wodę.



To tak, żebym co wieczór z wężem latać nie musiała. Beczki, kupione przed miesiącem, na żywo widziałam dopiero dwa dni temu, bo posłali je na adres jednej dobrej duszy, która je chwilowo przechowuje w swojej piwnicy i mówi, że się jej te beczki z urnami na prochy kojarzą. Kurier za to myślał, że to bębny. No zobaczymy, co powiedzą sąsiedzi :). 

Zaczęły rosnąć boczniaki, na początku tak trochę opornie, ale jak widzimy im chłodniej , tym im lepiej idzie. 
O szaleństwie jakie odgrywa się na pniu u sąsiada nie wspomnę. Popatrzcie sami i zazdrośćcie.



I to jak na razie tyle z ogrodowego bałaganu, podłożę jeszcze do kominka dwa brykiety, (no wiem, wiem że bardziej romantycznie brzmiało by, że dwa polana, ale drewno dębowe jeszcze nie wyschło i smoli nam szkło od kominka) zjem resztkę czekolady i będę rumakować.