poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Fotelove DIY

Witajcie

Kilka dni temu zamieściłam na Instagramie zdjęcie własnoręcznie, jak to opisałam "wydzierganego" fotela.

Pokazałam efekt końcowy, ale jako początkująca "Samochwała" chciałam się Wam pochwalić OGROMEM mojej pracy. No dobrze, ogromu tam nie nie było, ale zawsze coś.
Wierni 💕💕💕 czytelnicy, a kilku takich mam i pozdrawiam 😁, być może pamiętają jak w naszej chatce pojawiło się czerwone, stare krzesło/fotel. Bo jak dla mnie, jest "toto" tak na pół drogi między jednym a drugim. 
Podczas kapitalnego remontu chaty, znalazłam go przy śmietniku. Był tam i jego brat bliźniak, ale bardziej sfatygowany i była też staruszka z małym pieskiem, dla którego drugi fotel zabrała. Mnie zostawiła ten, w jak to określiła, lepszym stanie. No to przytargałam to cudo do chaty i przez dwa lata służyło w garażu. Do czego służy fotel nikomu wyjaśniać chyba nie muszę😏.

A teraz będzie szybciej, bo w obrazkach.

Stan:"spod śmietnika".

Stan:"spod śmietnika" dwa lata później, praktycznie bez zmian. 

Nie napiszę, że się mi te podłokietniki podobały, oj nie. Kombinowałam żeby się ich pozbyć, i nawet to wyglądało obiecująco, ale niestety trzymały konstrukcję, a nie było by miło, gdyby podczas opierania się odpadły "plecy". 


No to do dzieła, śrubokręt, młotek, kombinerki, kleszcze. Czym się dało, to rozbieraliśmy. W garażu było niestety zbyt zimno. Efekt był taki, że później przez tydzień sprzątałam salony po tych rozbiórkach...jak się ma czarne schody, to widać każdy pyłek 😜.


Po ściągnięciu materiału okazało się że gąbka jest w zaskakująco dobrym stanie, tylko te podłokietniki ehhhh.


Upsss i brakło dokumentacji. No bo albo się pracuje, albo foci... Tak włączcie wyobraźnię.
Na starą gąbkę nakleiłam jeszcze jedną, 2 cm warstwę gąbki a następnie grubą flizelinę tapicerską. Gąbkę i flizelinę dostałam w prezencie. 
Fenkju, fenkju "L.Valbre" 💓



Wybór materiału, był błyskawiczny, była to miłość od pierwszego wejrzenia 💖. Swoją drogą dwie kolejne miłości już czekają, na swoją kolej 😉 



Na nowo powstałą konstrukcję naciągnięty został, jak widać mocno bijący do oczu materiał. Aparat fot. głupiał robiąc zdjęcia 😕.



Najwięcej trudności sprawiło mi zszycie rogów, bo uparłam się aby to było perfekcyjnie, no to przeszywałam chyba z milion razy, ale chyba się udało 😜




 Przed całą imprezą oklejania, naciągania itd. zeszlifowany został stary lakier z nóg.


Jako, że stare podłokietniki wyglądały beznadziejnie, poprosiłam znajomego stolarza, żeby mi wyciął z drewna nowe. Chciałam porównać i wybrać czy będę stare podłokietniki obciągała czarną eko-skórą, czy dam tam nowe drewniane. Stolarz -solidny człowiek. Zrobił co chciałam a następnie dumny ze swojej pracy WYRZUCIŁ jeden stary podłokietnik, który mu dałam na wzór. I pozamiatane...
Nie złościłam się, tak miało być, nie ma co walczyć z wiatrakami. Z eko-skóry uszyję torebkę, albo poduszkę, albo coś, albo i nic, się zobaczy.

Tak więc, nowe, drewniane podłokietniki i oszlifowane nogi zostały zabezpieczone olejem parkietowym i przykręcone do konstrukcji.




Niewidocznym (no w paru miejscach jednak widocznym) ściegiem przyszyłam tkaninę na plecach, tu mi się już niestety nie udało zgrać kwadratur koła ze sobą (następnym razem przyłożę się do tego bardziej) i gotoweeee!




 Powstała idealna miejscówka na odkładanie torebek 😍


 Koszty? Bo te Was pewno interesują najbardziej.

  • krzesło/fotel - śmietnikowa cena, co dla niektórych może oznaczać wartość zaporową jaką jest ujma na h'onorze,
  • gąbka, flizelina - gratis od firmy tapicerskiej 😁, pojęcia nie mam ile by to kosztowało,
  • materiał - wymiana ze znajomą za inny- mój własny, taki w stylu g'lamour, tak, tak kiedyś taki styl przez chwilę lubiłam,
  • drewniane podłokietniki  - 75,-
  • olej do parkietu - 75,-  do użycia na inne drewniane powierzchnie, ale czekam na brzydką pogodę,
  • zszywacz tapicerski + zszywki 150,- po drugim użyciu zdechł, kilka kropel oleju przywróciło mu żywot, co do diabła, sprzedają nowe i nie nasmarowane? zszywacz w dobie produkowania skrzyń na jarzyny jest dobrym zakupem zwłaszcza przy nabijaniu w naszym przypadku, grubej folii do wnętrza skrzyń, 
  • kompresor, jak się ma studnię głębinową to i kompresor mieć wypada, kupiony w Castoramie w jakiejś akcji i sprawdza się baaaaardzo przyzwocie.


I to tyle na dzisiaj, jako że, jest piękna, wiosenna pogoda, zostawiam "czeski design lat '60" pod schodami i zmykam do ogrodu.

 Miłego tygodnia kochani.